Największą ceną raka przerośniętej biurokracji nie są koszta jej utrzymania.
Pensje, limuzyny, bankiety w luksusowych hotelach, okazałe siedziby, idiotyczne wydatki to drobiazg. Widoczny, kłujący w oczy, ale tylko drobiazg. Nawet 500.000 ludzi nie jest w stanie przeżreć tak dużo, żebyśmy sobie nie mogli na to pozwolić. Jest nas w końcu prawie 70 razy więcej. Na dorosłego obywatela przypada zaledwie 0.016 urzędnika. Bez problemu ich utrzymamy. Jakiś procent ludzi w społeczeństwie jest trwale nieproduktywny. Można powiedzieć: w imię społecznej solidarności, niech sobie siedzą na stołkach na nasz koszt. Niech wydają okólniki, wnioski, zarządzenia i dyrektywy. Niech

