O każdej porze roku we wszystkich polskich miastach i miasteczkach spotkać można zaaferowane pary literatów, symultanicznie oraz zapamiętale skrobiących w swoich kajecikach.
Każdy z nich ma swój styl, każdy opisuje rzeczywistość odrobinę inaczej. Wszyscy chodzą w mundurach, a pałki trzymają na wierzchu. Oto niedawno odkryty rękopis jednego z nich.
Wieczór był, noc właściwie, jedna tych w..rwiających: ładna, ciepła, światłem księżyca rozjaśniona i do tego pełna wymagających, k.rwa, uwagi ludzi . Spożywaliśmy w pojeździe samochodowym trzecią w tej godzinie porcję śmieciowego jadła, gdy natrętny głos Ojca-Dyżurnego przerwał czasokres sielankowego letargu (tuż przed końcem zmiany, k.rwa):